czwartek, 28 lutego 2013

dużo nas

Dzień biurowy, trochę leniwy, ale spędzony w domu. Więc obiadek powoli też gotuję, barszczyk według przepisu Pani Janeczki. Z wywarem z suszonych śliwek i z miodem. Wprawdzie barszczyku o mało nie przecedziłam do zlewu i w ostatniej chwili się zorientowałam, że to nie ziemniaki, chociaż też okopowe. Mam jakiś szczególny dar do robienia barszczu :) Chyba to będzie moje danie popisowe.

Martwię się jedynie, że troszkę za mało go zrobiłam, bo jakby więcej nas w domu było.
A każdy jest tu przecież ważny i nikogo nie można pominąć.
Średnia Niesforka zadbała, żeby podczas jej nieobecności nikt się nie nudził, a ja muszę zadbać, aby nikt nie był głodny ;)






25 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. a tymi drugimi okopowymi, które wcześniej trzeba odcedzić ;)

      Usuń
  2. prawie podium?????

    zawsze to kłopotliwe, kiedy niespodziewanie na obiad wpada o 5 osób więcej :) Ale myślę, że kto jak kto, ale Ty sobie poradzisz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie no jakie "prawie"?
      drugaś!

      Daliśmy radę, mało wybredni byli goście ;)

      Usuń
    2. no to uffff... wiesz różnie to bywa z misiami :/ :D

      Usuń
  3. Oby tylko goście nie byli bardzo wymagający i nie mieli jakichś specjalnych dietek ;-) A uszek nie zabraknie? :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, doczytałam... tym razem nie z uszkami, jak ten wigilijny :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo to przecież nie wigilia, ale i tak był pyszny :)

      Usuń
  5. heheh, się uśmiałam z tym odcedzaniem barszczu;)))
    oraz niezła gromadka pluszaków do wykarmienia;)
    a buraczki też dziś gotowałam, tylko że do chrzanu.
    buźka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam wybitny talent kucharski ;)
      a buraczki do chrzanu to za kilka tygodni będę robić :)
      :*

      Usuń
  6. ostatnion Urszula Dudziak opowiadala, jak to zaprosila gosci na Boze Narodzenie i odcedzila barszczyk do zlewu. Plakala w glos!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ło ludzie, też bym płakała, gdyby to był wigilijny ;)

      Na szczęście wykazałam się refleksem ;)))

      Usuń
    2. ja uznaje tylko kiszony barszczyk

      Usuń
    3. na wigilię też tylko kiszony, a ten to wspomnienie dzieciństwa - barszczyk z ziemniakami na słodką nutę :)

      Usuń
  7. Moj popisowy numer z barszczem na Swieta byl taki, ze go zapomnialam zrobic.
    I tez ryczalam jak Dudziak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie telefon od Mamy, to też bym go zapomniała zrobić, a wtedy też bym ryczała jak Dudziak i jak Lamia ;)

      Usuń
    2. hahahah
      a ja ryczę ze śmiechu :P
      gdzieś na blogu, nie wiem czy nie u Chustki kiedyś, ktoś napisał, że odcedził rosół do zlewu i zorientował się mając już tylko ugotowaną włoszczyznę w durszlaku :)))

      Usuń
    3. tez pamietam taki wpis, ale nie pamietam u kogo

      chyba opisze w niedlugim poscie pewna Wielkanoc...

      Usuń
    4. :DDDD
      można się śmiać, ale co na stół podać?

      Rybeńko, pisz, zawsze fajnie piszesz :)

      Usuń
    5. Wielkanoc.. po podzieleniu sie jajeczkiem, złożeniu sobie życzeń mąż w imieniu własnym i gosci poprosił o barszczyk, a ja na to: eee barszczyk..
      Ja go specjalnie kisiłam na święta..

      Usuń
    6. Lamia,
      no nie mogę ;DDD
      chociaż czerwony barszczyk to raczej z Bożym Narodzeniem kojarzę, a na Wielkanoc biały.

      Usuń
  8. :-D ale fajni goscie:-) - a propos odcedzania, ja nagminnie odwijam cukierka z papierka i go wyrzucam do smieci zostajac z papierkiem w raczce;-P
    a na barszczyk to i ja mam ochote , tylko , ze poza mna nikt go u mnie w domu nie je :-/(chyba wpadne do ciebie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania,
      powaliłaś mnie tym papierkiem w rączce - masz dzisiaj złoty medal!!!
      A na barszczyk i nie tylko, też zapraszam:)

      Usuń