poniedziałek, 5 sierpnia 2013

to moje

Ostatnią prostą, która ciągnęła się prawie 200 km, mieliśmy śmignąć w trymiga. Słowo klucz w poprzednim zdaniu, to mieliśmy, gdyż strugi deszczu nam to skutecznie udaremniły. Mijając się z Emerytami na autostradzie urozmaicamy sobie podróż machaniem do siebie. Po przekroczeniu progów domu, otrzymujemy informację, że "nasi" mieli kłopoty w podróży, które na szczęście dobrze się skończyły, ale napięcie wzrosło niczym w serialu.

O ile podróż się wlekła, to dni w Trzęsaczu mijały w tempie zawrotnym. I na wszystko brakowało też czasu. Ale trzeba przyznać, że to spotkanie, w gronie tym samym, co przed dwoma laty, po wspólnej pracy i współpracy było już troszkę inne. Bardziej otwarte, bardziej zażyłe, bardziej ze sobą.

Niestety, nie nadążyłam z pisaniem kroniki wydarzeń. Na szczęście znalazł się paparazzi i reporter Ekspresowy A. i już możemy się cieszyć zmontowanym materiałem dowodowym ;P. Nie będę więc opisywała tu historii, a jedynie wspomnę, że był i wieczorek zapoznawczy, długie nocne gadanie,  był i deszcz, i słońce, i lody, i nawet grillowane świeże dorsze. Świętowaliśmy Dzień Emeryta i zieloną noc. Niektórzy także niezmordowanie biegali, podczas gdy pozostali pluskali się w morzu i studnie na plaży kopali.


Muszę też przyznać, że poprzez ławeczkę, upomniała się młodość, abym ją szanowała i respektowała. Pozostawiła mi tylko trzy siniaki na goleniach, obdartą skórę i nauczkę, aby kontrolę rodzicielską przeprowadzać w bardziej przemyślany sposób ;P

Ale com się uśmiała, to moje!

Natomiast po powrocie, Mój DrOgi Mąż, zlitowawszy się nade mną, w trosce o moje bezpieczeństwo, abym po drodze nie zasnęła, postanowił zawieźć mnie do olbrzymiego Centrum na spotkanie na szczycie. Podziwiam go, bo mógł przecież odpocząć po długiej podróży, tym bardziej, że od jutra koniec urlopu :(

Młodsze Niesforne Aniołki, ledwo oprane i wysuszone na słońcu, pojechały na wakacje do Babci i Dziadka. Wrocław na nich czeka. A ja im troszkę zazdroszczę.









18 komentarzy:

  1. wszystko dobre co się dobrze kończy :)
    Buziole :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cały dzionek dobrze się skończył :)

      Usuń
  2. Masz rację Dosiu dla Małżonka wielki szacun,wiedział jak ważna jest obecność Twojej osoby na tym spotkaniu:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Margo, to miło coś takiego przeczytać :)

      Usuń
  3. witaj siostro.
    mam nadzieję, ze ruiny kościoła po waszej wizycie ocalały?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj Rudziaszku :)))

      na szczęście ocalały, ale puszczaliśmy petardy i o mały włos nie poszły z dymem ;P

      Usuń
    2. petardy?!!! no ładnie, ładnie...
      w dawnych czasach wczasowałam się w okolicach Trzęsacza, wywiało mnie na nie całkiem pustkowie do Pustkowa. miło wspominam tamten wyjazd, teraz jednak wybieram bliższe nadmorskie okolice.

      Usuń
  4. Zazdroszczę Niesforkom takich wakacji :-))
    Też by mi się przydały...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przyznaję, że i ja im zazdroszczę :)

      Usuń
  5. Kochana szacun
    I DrOgi Maz jest Super Mezem.

    OdpowiedzUsuń