poniedziałek, 18 marca 2013

na froncie

Na dywanie prawdziwe pole bitwy.
Znaleziony w piwnicy karton okazał się skrzynią pełną skarbów. Wszystkie Niesforki oraz Dziekuś ustawiają figurki. Jedni atakują drugich, drudzy pierwszych. Kosynierzy saperów, artylerzyści piechotę, sanitariusze ledwo nadążają z opatrywaniem ran. Oficerowie z dokumentami pod pachą niosą nowe rozkazy.

Żołnierzyki mają prawie 40 lat :) Nieźle się trzymają, jak na swój wiek ;)
Dziwiło mnie to, że Teściowa trzymała te gadżety dla potomnych, a potomni rzeczywiście się tym bawią. Mojemu Mężowi aż oko błysnęło na widok tych zabawek.

Akcja przenosi się do podziemia, znaczy się pod stoły. Próbują mnie namówić do wspólnej zabawy, ale nie daję się wciągnąć w akcję na froncie.

Ja nie mam żadnych zabawek z dzieciństwa, nawet nie bardzo pamiętam, czy miałam jakieś ulubione. I tak musiałam się większością, o ile nie wszystkimi, dzielić z rodzeństwem, a szczególnie z Młodszą.

Pamiętam natomiast, że Młodszej bardzo się podobały takie zasuszone głowy ryb, głównie szczupaków.
Zawsze takie chciała mieć. Z braku szczupaków, postanowiła zasuszyć jakieś inne, nie pamiętam, ale wydaje mi się, że to były głowy szprotek.
Wędzonych ;)

Nic nie wiedziałam o samodzielnym podjęciu realizacji marzenia przez Młodszą dopóty, dopóki odurzona nieznośnym zapachem w naszym pokoju, nie znalazłam rybich głów w trakcie suszenia.
Tyle tylko, że suszone były w całości.
I na dodatek w woreczku ;P
Miałam ochotę wyzwać ją wtedy na pojedynek, albo wytoczyć jakieś cięższe działa. Skoro przetrwała bez ścinania głowy, to chyba musiał zostać podpisany jakiś rozejm.
I całe szczęście, bo nie miałabym się dzisiaj z czego śmiać ;)

Na dywanie nastąpiło chwilowe zawieszenie broni. Dziekuś wyszedł właśnie do domu, a reszta wraca do kartonowych okopów. Czas na odpoczynek, chociaż sanitariusze mają pełne ręce roboty.

A mnie prześladuje zapachowe wspomnienie ściętych głów.


 

48 komentarzy:

  1. Pierwsza!
    fajne takie odkurzone zabawki :) niestety u mnie również brak jakichkolwiek zabawek z dzieciństwa. Może dlatego, że głównie czytałam książki :) Ostatnio nawet znalazłam egzemplarz "W pustyni i w puszczy" który dałam mojej córce do czytania, a ona przyniosła mi go po chwili i mówi: "popatrz mamo, tutaj jest napisane że dostałaś to w prezencie pod choinkę" :) I faktycznie. Było to pismo mojego młodszego brata i nawet pajacyka narysował - ale fajnie było na to spojrzeć po tylu latach :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emka, taka książka z dedykacją, to już na wieki powinna w domu zostać :)))
      A ja w dzieciństwie dużo nie czytałam, nie chciało mi się, wolałam na głowie stać ;P

      Usuń
    2. pewnie zostanie :) Dopiero teraz widzimy jaką takie dedykacje mają wartość :)
      Ty i na głowie stać???? nie pasuje mi to do Ciebie, ułożonej, wykształconej, statecznej Dosi :)Znam cię chyba od innej strony :)

      Usuń
    3. Ło ludzie, toś mi dogadała Emka, a ja po drzewach łaziłam, z daszku nad wejściem do klatki skakałam, nos na trzepaku rozwaliłam, tańcowałam...

      Usuń
    4. Dosia :))))) burzysz mi całom wizję o tobie :))))))

      Usuń
    5. Byłam jak Dosia - i jeszcze z chłopakami do sadu po jabłka...ehh

      Usuń
    6. Miśka - nie to, że byłaś!!!
      Jesteś!!!
      a teraz z Sołtysem hop do sadu - nie tylko na jabłka ;PPP

      Usuń
  2. ja tez nie mam zabawek z dziecinstwa
    moja tesciowa tez jest taka przechowujaca rzeczy osoba, kilka rzeczy fajnie jest miec, a z paroma nie wiadomo, co zrobic a jeszcze trzeba meldowac, czy sie z nich korzysta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tego bym nie zniosła - meldowania o korzystaniu !!!!

      ale w dzieciństwie lubiłam robić widoczki z rozbitych butelek i kwiatków ;)

      Usuń
    2. z trudem znosilam, emocji zlych pod sufit, teraz juz wiem, jak dzialac
      ja tez pamietam te szkielka, my nazywalismy je SEKRETY
      i pamietam male mebelki dla lalek, uwielbialam je

      Usuń
    3. Tak, takie mebelki miała moja koleżanka, bardzo lubiłam się z nią nimi bawić. Ale nawet za bardzo o nich nie marzyłam. I częściej wolałam z bratem grać w kapsle.

      Usuń
    4. nie mam pojecia, skad je mialam
      w domu, delikatnie mowiac, nie przelewalo sie

      Usuń
  3. moje zabawki z dziecinstwa sie tez niestety nie ostaly , choc bardzo duzo i chetnie sie bawilam i bylam z nimi strasznie zwiazana, kazda lala, kazdy mis mialy imie i wszystkie spaly u mnie w lozku.co do zapachu - ja z kolei wrzucalam za szafe jedzenie dla krasnoludkow - zapach dobiegajacy z tamtad mnie w koncu zdemaskowal ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje kanapki lądowały za łóżkiem, a że spałam na półkotapczanie, to mama rzadko tam zaglądała, ale one jakoś tak bezwonnie zasychały ;PPP

      Usuń
    2. kiedys to dopiero byla zywnosc!!:PPP

      Usuń
    3. nie była modyfikowana, to się normalnie suszyła, a nie gniła ;P

      Usuń
    4. oczywiście, jeśli nie była suszona w woreczku ;PPPP

      Usuń
  4. czasami tez i gnila i plesniala :-) zalezy co sie gdzie wrzucilo :-)
    ale pamietacie NORMALNE mleko ktore pozostawione na 2 dni kwasnialo pysznie, a nie psulo sie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aleś mi smaka zrobiła z kwaśne mleko, inaczej zwane zsiadłe ;)))
      pamiętamy

      Usuń
    2. jasne że pamiętam, było zostawiane pod drzwiami i wieczorem mama zawsze kazała mi wystawić butelkę :) Miło się wspomina :)

      Usuń
    3. a ja chodziłam z tata i roznosiłam takie mleko!Zimom po południu,żeby nie pękały butelki, a rano tata sam, bo za wcześnie dla mnie!

      Usuń
  5. zabawek nie mam, choć wiele doskonale pamiętam:)
    za to mam ubranka po moim R! kilka sztuk, ale zawsze:) i żeby było śmieszniej, najpierw chodziła w nich Młoda, a teraz Młody je dociera:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ubranka wielopokoleniowe :)))
      i koniecznie zostaw dla wnucząt!!!

      Usuń
    2. a ja ubranka oddawałam zanim moje dzieci z nich wyrosły prawie
      nie mam tego rodzaju sentymentu, który każe zostawiać ubranka i ząbki mleczne

      Usuń
  6. Cudna historia, Dosiu :)
    Z wielką przyjemnością przeczytałam, pośmiałam się cichutko i... wspomnieniem się podzielę sprzed roku :)
    U mnie półtora roku temu wykryto celiakię, bezobjawową na szczęście. Dieta przymusowa. Mnóstwo produktów odstawionych całkowicie. Ktoś przyniósł do domu piękne, świeże morele. Pojadałam świeżych, ale chciało mi się także mieć na później. I wiecie, co genialnie wymyśliłam: że je sobie ususzę na strychu, w pudełeczku, żeby nikt nie widział. Temperatury były wtedy wysokie, pewnie szybko się ususzą.
    Akurat... :))) Jak wspomnę sobie, co ja potem w tym pudełeczku znalazłam, hi, hi... w każdym razie pomarańczowe to one nie były ani nawet okołopomarańczowe ;-)))
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżby zielone się zrobiły i konsystencję miały nieodgadnioną?
      Też się uśmiałam eNNko z Twojej historii ;)

      Usuń
    2. Udzielam praw autorskich temu, kto zechce opowiedzieć o tym, gdy padnie pytanie o "szczyt głupoty" :)
      Dziecko suszące szprotki to pikuś wobec babki w wieku słusznym suszącej na strychu morele w letni dzień ;-)

      Usuń
  7. Ja mam wciąż dwie lale. leżą sobie na strychu i czekają na lepsze czasy...czyli na wnuczki :)
    Fajnie jest tak powspominać, a ten pomysł z głowami ryb jest naprawdę oryginalny! Nie słyszałam jeszcze o takim marzeniu u dziecka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, jak Babcia jeszcze opowie wnuczętom jakąś niesamowitą historię o tych lalach, to i prawnuczęta będą się chciały nimi bawić ;)))

      A tak skrycie, to sobie pomyślałam, że fajny miała pomysł na te głowy, ale zazdrosna się zrobiłam i nie podrążyłam tematu, czyli techniki suszenia ściętych głów.

      Usuń
  8. Ja nie pamiętam swoich zabawek. Gdzieś w pamięci majaczy mi się, że nie miałam ich, albo nie były mi potrzebne z racji posiadania bogatej wyobraźni. Jedną, którą pamiętam, to lalka, którą dostałam od ojca po jego powrocie zza granicy. Nie bawiłam się nią, gdyż zabawa lalkami nie leżała w kręgu moich zainteresowań chyba. Licho wie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, bogata wyobraźnia - najpiękniejsza rzecz ? dzieciństwa!
      I jak mogłaś nie bawić się lalką zza granicy?????!!!!!
      A Tatuś tak się starał :)))
      Z drugiej strony, jak wszedł do sklepu z zabawkami, to pewnie sam z wrażenia oniemiał ;)

      Usuń
  9. fajny blog ;)
    obserwujemy? ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję,
      a może dziękujemy :)

      Usuń
  10. Moja Mam mnie kiedyś rozczuliła, bo ilekroć jesteśmy razem w rodzinnym domu, coś porządkujemy.
    I jak przyszło na piwnicę to powiedziała, że chce ze mną przebrać moje zabawki bo nie wie co wyrzucić a co nie :))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudowne,
      też się rozczuliłam,
      mam nadzieję, Lamia, że nie wszystkie wyrzuciłaś :)

      Usuń
  11. Sister, to byly glowy od śledzi :) i pamietam nawet gdzie je schowalam hihi;) byly takie ladne :))))
    Ja tez lubilam te sekrety robic i grac w Wyscig Pokoju kapslami. Najbardziej jednak spedzac czas na podworku ze starsza siostra :) i bawic sie w chowanego na dzielnicy :)
    Buzka!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sister, śledzie mówisz?
      nieważne, gdy je znalazłam już ich na pewno nie przypominały ;PPP
      No właśnie, Ty lubiłaś czas spędzać na podwórku ze starszą siostrą, a zapytałaś, co ona na to? ;PPPP

      Usuń
    2. Dziefczenta, jezdeście gigantki :DDDDD

      Usuń
    3. Sister,mama nam kazala :))))

      Usuń
  12. Mialam misia, ktory poszedl w pewnym roku w odstawke... Odkrylam go jako duza panna w starej szafie... W dziecinstwie najbardziej lubilam bawic sie parasolem...
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Droga Judith :)
      A wiesz, że parasol mnie też zachwycał?
      Mama miała taki, co się składał naprawdę do malutkiego rozmiaru, ale na większym deszczu też się składał, tylko że na głowę ;)))
      Serdeczności

      Usuń
  13. Dziś już mogę :)

    Miałam siedem żołnierzyków, ale już zapodziane, w kartonie między innymi zwierzyniec, takie małe plastikowe zwierzaczki, wielbłądy, lamy, lwy, no wszystko, co się dało wyszukać w pustych sklepach.

    Miałam lalkę, której namiętnie szyłam ubranka, albo robiłam na drutach albo szyłam i obrabiałam szydełkiem, ale też już prehistoria. Były też jakieś misie, wcześniej szary, potem żółty, oba piszczały po naciśnięciu na brzuszek.

    Fajnie powspominać dzieciństwo.

    A po drzewach też namiętnie łaziłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie zwątpiłaś i że dzisiaj się udało :)

      Ciekawe, że pamiętasz dokładnie liczbę tych żołnierzyków ;)
      i muszę przyznać, że mi zaimponowałaś tymi drutami i szydełkiem.

      A jednak drzewa przyciągają, ciekawe dlaczego?

      Usuń
    2. Drzewa przyciągają, bo są, jak góry, chyba raczej tych co silniej odczuwają wołanie natury. A w ogóle to mieliśmy duży sad, a ja siadywałam najczęściej na orzechach włoskich, godzinami, z kieszeniami pełnymi wszelkich owoców. I rozmyślałam.

      Druty i szydełko przydały się, po lalce zaczęłam ubierać siebie, do dziś mam wyroby własne. Podjęłam nawet ostatnio próby udziergania czegoś nowego, szaliczka chociażby, bo tak jakoś dziwnie się żyje bez TWORZENIA.

      Usuń
  14. Patrz , szlaczek trafił mój komentarz, ręce mi opadają nad tym moim Internetem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież jest ;)
      widzę, czytam o szlaczkach :P
      Ale Jasna - szlaczki to w pierwszej klasie się robi ;P

      Usuń