poniedziałek, 2 września 2013

granice

Wróciliśmy już, ale powspominam sobie jeszcze troszeczkę.
Pobyt w Tatrach był bowiem bardzo, ale to bardzo mocnym punktem naszych wakacji.
Schodząc z Kasprowego śmiałam się z Doktorostwem, że kiedyś to modne były dowcipy o szczytach.Na przykład:

Jaki jest szczyt głupoty?
Kupić portfel za ostatnie pieniądze.


Jaki jest największy szczyt pijaństwa?
Upić ślimaka tak, żeby nie trafił do domu.

Jaki jest szczyt zmęczenia?
Przyjść do domu, połozyć się  i nie mieć siły zamknąć oczu.


Dużo tego było. Niektóre bardziej delikatne, inne bardziej sprośne.

No ale nam wyszło, że ten nasz wyjazd to jest pod hasłem: granic.
Byliśmy w Tatrach na granicy Polsko - Słowackiej, szliśmy drogą, która jest jakby granicą pomiędzy Tatarami Zachodnimi a Wschodnimi. Podjęliśmy decyzję na granicy rozsądku, czy podziębionego Najmłodszego Niesfornego Aniołka zabierać wysoko w góry i schodzić z nim. Teraz już wiem, że wszystko było w porządku i nie gdybam, co by było gdyby.

Ostatniego dnia wybraliśmy się w góry. Tym razem w Pieniny. Na spływ Przełomem Dunajca.
Dotarliśmy tam, jako jedni z ostatnich. Flisak, który prowadził naszą łódź uprzedził nas, że będziemy na mecie na granicy dnia i zmierzchu. No i miał rację.


Wypłynęliśmy tak późno, że słowaccy flisacy kończyli składać swoje łodzie. A spływ przełomem Dunajca, to właściwie spływ granicą państwa.
 

Zobaczyliśmy miejsce kultowe w Pieninach - Trzy Korony. Dumnie brzmi, ale górale swoje wiedzą i nazywają te szczyty po swojemu. Wysoka Kaśka, Gruba Baśka i Kudłata Maryśka.
;)


Czas nam zleciał bardzo szybko. Momentami rzeka była rwąca ;)



A momentami  bardzo spokojna.


I cały czas malownicza :)


I zaskakująca.


Skończyliśmy spływ na granicy dnia i późnego wieczoru. Stamtąd już tylko do domu trzeba było dojechać. Na szczęście wszyscy dojechali. Na granicy wytrzymałości, ale za to na granicy dwóch dni.
Na granicy końca wakacji i początku roku szkolnego. 

Oby tylko się nie znaleźć na granicy cierpliwości.


A wiecie, jaki jest szczyt lenistwa?
Nie wyciągnąć niezjedzonych kanapek z tornistra po zakończeniu roku szkolnego.

Chyba coś wiem o tym ;P

A teraz to już jestem na granicy wytrzymałości i idę spać, bo bój od rana przed nami. Zdaje się, że nie mogłam się doczekać końca wakacji, ale  już mam dość porannych pobudek.

27 komentarzy:

  1. Ja też wiem coś o tym.
    Po wakacjach kanapkę trzeba było wyrzucić..... razem z tornistrem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na szczęście nie było aż tak źle ;)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. :)))
      fantastycznie, superowo, pięknie!
      można tak długo :)

      Usuń
  3. znam ten ból kanapkowy- byłam niejadkiem
    Piękniczna też
    Wakacje mieliście cudne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też tak myślę - to były naprawdę udane i fantastyczne wakacje!

      Usuń
  4. u mnie kiedys ojciec zajrzal do tornistra, a tam kanapek a kanapek- we wszystkich odcieniach zielenii. ;)


    widoki piekne, twoje oczywiscie, nie moich kanapek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja moje kanapki wrzucałam za łóżko ;P
      oj bura była co jakiś czas ;PPP

      Usuń
  5. Dosiu, świetne zdjęcia:) W Pieninach byłam złota jesienią trzy lata temu. Trzy Korony pod stopami:) Niezapomniany czas:)
    Jak najwięcej takich chwil Wam życzę!
    I w tej ciepłej, spokojnej rutynie szkolno - domowej wszystkiego dobrego:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wielka ochotę pochodzić po tych górach :) Są naprawdę urokliwie.
      I dzięki za życzenia, które odwzajemniam :)

      Usuń
  6. ja też chyba jestem blisko granicy .... załamania nerwowego...
    zdjęcia piękne
    spływ z flisakami wspominam cudownie
    a Trzy Korony z góry wyglądają również przepięknie
    Buziaki wielkie i siły życzę na ten nowy rok :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sił i dla Ciebie, Emko!
      na szczęście granice mogą się zmieniać - życzę Ci, żeby ta Twoja granica odsunęła się od Ciebie daleko, daleko!

      Usuń
  7. Wykorzystałaś czas do granic. Spływ o zmierzchu ?
    Szczyt lenistwa wywołał u mnie niepohamowaną radość.
    Pozdrówka turystko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Wakacje spędziliśmy na maksa. Najstarszy stwierdził kilka dni temu, że cieszy się, że całe te wakacje spędziliśmy tak intensywnie i... razem :)
      A to już jest bezcenne!

      Usuń
  8. Ciekawe spostrzeżenia.
    Dobrze, że niektórych granic nie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczyt zmęczenia do mnie przemawia :)
      Zdjęcia śliczne a spływ o zmierzchu musiał być bajeczny.

      Usuń
    2. Dotarliśmy tam późno, bo spakowanie się i wyprowadzenie z tej cudownej chaty wcale nie było łatwe :)
      i później,już w domu, dopadł nas szczyt zmęczenia.
      Ale warto było!

      Usuń
  9. Dobre te szczytne dowcipy :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest ich całe mnóstwo
      i można tworzyć też swoje ;)

      Usuń
    2. mnie zawsze 'rozkładał na łopatki' szczyt sadyzmu:
      przestraszyć strusia na betonie

      Usuń
  10. szczyt predkowsi - tak szybko zamknac szuflade, zeby jeszcze zdazyc wrzucic do niej kluczyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)))
      O!
      A ten znasz?
      Szczyt zaradności: Schować się przed prażącym słońcem w swoim własnym cieniu.

      Usuń
  11. Widoki rewelacja.
    Kanapka w tornistrze - w tym roku udało nam się uniknąć:PPPP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratulacje!!!!
      Ale wiem, że wszystko przede mną!
      Już tylko rok został ;P

      Usuń
  12. widoki przepiękne :)
    szkoda, że już koniec lata...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Bardzo urokliwy zakątek.
      A lato to jeszcze kilka dni będzie, ale niestety, czuć, że odchodzi :(

      Usuń