poniedziałek, 16 września 2013

bagaż

Całe szczęście, że nasze dzieci mają kawałek drogi do szkoły i że możemy je, a nawet musimy, do niej odwozić autem. Chociaż dzisiaj, gdy budzik zadzwonił, miałam ochotę zrobić dzieciom dzień dziecka przedłużając im weekend  i pozwolić zostać w domu, żeby tylko nie musieć wykonywać tak dużego wysiłku, jakim jest podnoszenie ołowianych powiek. Pomysł z dniem dziecka porzuciłam, gdy dotarło do mnie, że oprócz obowiązków szkolnych są również i służbowe. Oraz dlatego, że współtwórca Programu My+Rodzina smacznie (mam nadzieję) sobie spał  w naszym gabinecie :) i nie chciałam, żeby sam musiał sobie zrobić kawę rano ;)

No i gdy już uniosłam te nad wyraz ciężkie powieki z nadzieją, że to był największy wysiłek dnia dzisiejszego i wyprawiliśmy dzieci do placówek, to bardzo się ucieszyłam, że do szkoły jednak jest na tyle daleko, że trzeba dzieciaki odwozić autem, gdyż ciężar tornistra trzecioklasisty niemal mnie przewrócił.

Potem jednak sobie pomyślałam, że chciałabym, aby ciężar tornistra był jedynym bagażem trudnych doświadczeń, jakie będzie pamiętał z domu rodzinnego. Chciałabym, aby kolejne przepracowanie, tym razem w trochę innej roli - tych, co towarzyszyli, uczyniło nasze małżeństwo, a przez to rodzicielstwo, piękniejszym.

Było ciężko, nie powiem, ale warto było.



26 komentarzy:

  1. Dosiu, pewnie Niesforki niejedno jeszcze będą musiały w życiu unieść, ale z takim wsparciem i przy tylu rękach i sercach chętnych do pomocy - góry będą mogły przenosić:)

    Serdeczności Kochana:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chciałabym, żeby było właśnie tak, jak piszesz :)
      dziękuję

      Usuń
  2. Dosiu, wskakuj do mnie, zobaczysz co to są trudy rodzicielstwa w szkolnictwie wyższym ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Viki, jesteś dzisiaj moją bohaterką dnia!

      Usuń
  3. Tam, gdzie miłość i wsparcie, tam jest łatwiej:))
    Uściski;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie to posumowałaś - postaram się o tym pamiętać :)

      Usuń
  4. A ja jestem szczęściara... bo umiem sobie wyobrazić, jak wstajesz, kręcisz się po kuchni, robisz kawę dla Współtwórcy, unosisz te tornistry, wyruszasz...
    Tak mi się sympatycznie zrobiło, jakbyś to znowu dla mnie tę kawę robiła :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak... dołączam się :) i pamiętając Twoją śpiącą nogę mogę sobie nawet wyobrazić jak bardzo nie chce ci się wstawać z tego rodzinnego legowiska :)
      Buziaki :***

      Usuń
    2. no to zapraszam na kawkę
      i nie tylko
      z przyjemnością się i o Was zatroszczę :)

      Usuń
    3. a kto to wie?
      może znowu będziemy chodzić spać o 'czwartej nad ranem...'?

      Usuń
  5. Ale ładny wpis. Taki optymistyczny. Ja mogę sobie Ciebie wyobrazić tylko w góralskiej chatce :)
    A tornistry to jest coś okropnego. Jak ja się jednak cieszę, że jest ciągle moda na plecaki w szkole, a nie torby na ramię....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      W innych wnętrzach też się dobrze komponuję ;P

      I torbom na ramię mówię stanowcze NIE

      Usuń
  6. piękny wpis, pełen miłości...

    OdpowiedzUsuń
  7. jeju, myślałam, że sie wpisałam :))

    chciałoby się nieba dzieciom przychylić
    ale czasem nawet rodzic nie da rady

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak,
      i wtedy rodzic bardzo cierpi...

      Usuń
    2. przyjmuje to gorzej niż dzieci...

      Usuń
  8. Gdy jest się razem, ciężary są znośniejsze do udźwignięcia.

    OdpowiedzUsuń
  9. :)))).....ja też sobie to umiem wyobrazić:DDD
    pamiętam jak nosiłam tornistry moich Dzieci,potem na szczęście od gimnazjum miały już swoje szafki w szkołach,więc nie trzeba była wszystkich książek codziennie brać do domu. To przerażające jakie ciężkości muszą nosić dzieciaki:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i wychodzi na to, że nic nie można w szkole zostawić, bo wszyscy zadają tony zadań domowych

      Usuń
  10. i chciałoby się za nich czasami ten ciężar nosić

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy Współtwórca wyzdrowiał?

    OdpowiedzUsuń