wtorek, 22 kwietnia 2014

wizja głodowych świąt

Zajętość ogólna i szczególna w minionym tygodniu była wielka. Choć dość trudny i wyczerpujący był to czas, to uznać go należy za taki, że dobrze, że był.

Przygotowania świąteczne były znaczne, bardziej duchowe niż porządkowe i kulinarne, chociaż i te miały swoje miejsce i czas.

Ale gdy przyszło co do czego, wróciwszy wczoraj z kościoła z nadzieją na pyszny obiad, który w lodówce tylko czekał, aby go podgrzać i pięknie podać, spotkała nas wizja głodowania. Mimo że lodówki pełne :)

W takiej sytuacji  przychodzi ta coroczna refleksja: i po co tyle gotować, piec gdy i tak marny z tego pożytek.Wystarczy, że prądu zabrakło i całe świętowanie nastawione na siedzenie za stołem pęka jak bańka mydlana.

Z katastroficznych wizji świątecznego głodowania wyrwała mnie Pablowa, która szukała pomocy dla zwalonego przez wypadnięty dysk Pabla. Gdy dowiedziała się, że nie mamy jak zagrzać sobie obiadu wpadła na genialny pomysł, że podjeżdżając po specyfik farmaceutyczny przywiezie nam kuchenkę mikrofalową.
Po krótkiej refleksji stwierdziła jednak, że ta propozycja chyba jest mało trafiona. Połączywszy więc wspólne moce intelektualne, stwierdziliśmy, że specyfik my im dowieziemy wraz z naszym obiadem, który na ich kuchence odgrzejemy.

Radość Niesforków z odwiedzin u Pablówny była przeogromna. Moja również wielka. Przed wyjściem postanowiłam jeszcze przygotować jakieś ubranka do przebrania dla dzieci, wszak nie trudno można się było domyślić, że w Śmingus Dingus to różnie może być.

Przygotowując ubrania do zabrania ze sobą nadziwić się nie mogłam, dlaczego żelazko nie chciało mi się nagrzać ;PPP

Czy ja się przed chwilą śmiałam z propozycji Pablowej? :PPP

23 komentarze:

  1. Ewentualnie można było na obiad zjeść... lody:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ale tego w lodówce akurat nie mieliśmy :)

      Usuń
  2. tej opcji nie przewidziałam czytając post :))))))
    a jednak można głodować przy pełnej lodówce..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, od biedy nie byłoby tak źle, bo "zimną płytę" dałoby się zorganizować, ale cieszyliśmy się na pieczoną kaczkę :DDD

      Usuń
  3. Wasz prąd po prostu wiedział, że potrzebujecie miłego towarzystwa :) Radość nie tylko z dobrego jedzenia ale i ze wspaniałego towarzystwa była podwójna więc musisz dziś swój prąd pogłaskać za uszkiem ;)
    :**********

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. głaskać prądu za uszkiem nie będę, bo czasami wredny kopie, ale trzeba przyznać, że inteligentna bestia :P

      Usuń
  4. Faktycznie :-)))
    Mieliście jednak wyjątkowe święta ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)))
      nie da się ukryć
      i do tej pory nie wiemy, dlaczego była awaria :)

      Usuń
  5. Wiesz.... nawet nie pomyślałabym o takich chochliku losu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to urozmaicenie rzeczywistości - przecież nigdy nie jest tak, jak sobie zaplanujemy :)

      Usuń
  6. Dosia,dobrze,że otaczają Was dobre duszyczki na które mozecie liczyć:))
    I ja miałam święta z przygodą,awaryjną rzeczy martwej:P
    siła wyższa,nic na to nie poradzimy jedynie mozemy zaradzić:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to fakt - dobrzy ludzie blisko, to prawdziwy skarb :)
      a co tam u Ciebie się stało? hę?

      Usuń
  7. U mnie też przez chwilę była głodowa wizja - mieliśmy jechać do moich rodziców, więc darowałam sobie zakupy, upiekłam umówiony sernik... a tu w Wielki Piątek Mąż Rudej Damy zachorzał... i tak się źle czuł, że wyjazd odwołał.
    W Wielką Sobotę stanęłam przed problemem świątecznych zakupów... a tam już świątecznych produktów brak, bo wszystkie znalazły swe miejsce w lodówkach rodaków... ;)))) Dobrze, że Mąż poczuł się deko lepiej i pojechaliśmy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdrówka dla Męża i po fakcie :)
      ale zakupy świąteczne w Wielką Sobotę to rzeczywiście wyzwanie :)
      Fajnie, że jednak plany zostały zrealizowane:)))

      Usuń
  8. To ja lubię moją kuchenkę gazową :))
    Nam sie tylko zmywarka zbuntowała ;))

    Jaka fajna mobilizacja do wspólnych świąt ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Macie szczęście z tą kuchenką gazową :)
      na szczęście zmywarka tym razem nie jęknęła nawet - a spróbowałaby tylko!!!

      Mobilizacja rzeczywiście fajna- w sumie to się bardzo cieszyłam :)

      Usuń
  9. Dosia, zawsze mozna rozpalic ognsko, porabac taborety, itd. ;)
    ale wersja z wizyta zdecydowanie wygrywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nim doszłam do wizji palenia plastikowych taboretów, na szczęście, Pablowa zdążyła zadzwonić :)
      wizyta była bardzo sympatyczna :)

      Usuń
  10. chyba nie zapomnisz tych swiat:)))
    cudne
    ale ja tez jak wylacza sie prad chodze po domu i wydaje mi sie, ze tylko swiatla ten brak dotyczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z różnych powodów ich nie zapomnę :)
      a ta historia tylko je jeszcze bardziej urozmaiciła :)

      Rybeńko - humor mi poprawiłaś tym światłem :P

      Usuń
  11. oj, złośliwość losu czasem wychodzi jednak na dobre :)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Niewiele brakło, a mielibyście przy stole świąteczny "unplugged" ;-)
    Uściski Dosiu!

    OdpowiedzUsuń