środa, 29 października 2014

pianino w szkole muzycznej

Przeprowadziliśmy się do Wielkiego Miasta, gdy skończyłam dwunastą wiosnę i lato :)
Od tej pory nasze życie nie miało nic wspólnego z dotychczasowym. Wszystko było nowe. Tzn. nie dla wszystkich, bo Tato wrócił do swojego domu rodzinnego, Mama do miasta, w którym studiowała, ale dla nas, dzieci, rozpoczęło się totalnie nowe życie.

Oczywiście uważam, że ja miałam najgorzej, bo przeprowadziłam się idąc do szóstej klasy, więc w środku szkoły podstawowej i musiałam się odnaleźć w całkiem innym towarzystwie, w innej mentalności, w innym środowisku. Mój starszy brat akurat szedł do pierwszej klasy liceum, więc uważałam, że i tak znalazłby się w nowej szkole i musiałby się odnaleźć, a moja młodsza siostra szła do pierwszej klasy szkoły podstawowej, więc, tak samo, jak w przypadku brata, nowa rzeczywistość czekała na nią z konieczności. Ale to temat na inny wpis ;)

Wiedząc, że dla nas wszystkich będzie to nowe i raczej trudne doświadczenie, rodzice zdecydowali, że pianino z nami nie pojedzie, bo z wyżej wymienionych nikt nie był zainteresowany nauką gry. Pani furiatka tak nas zniechęciła do gry, że nawet nie pomyśleliśmy o tym, że młodsza siostra może zapała miłością do pianina. Chociaż wiadomo było, że jest najbardziej z nas utalentowana muzycznie. I żeby nie było, że zmarnowany został młody talent :) - gdy tylko ogarnęliśmy się w nowym miejscu, Sisterka zdała egzaminy do szkoły muzycznej i rozpoczęła w niej naukę. Naukę gry na.... gitarze :) Jak się okazało, wcale nie było łatwo w tamtych czasach kupić dobrą gitarę klasyczną. Ale gdy już została zdobyta, to skorzystałam z okazji  i nauczyłam się, na potrzeby własne, grać na gitarze. Nie z nut, ale akordami. I w ten sposób zostałam jednak grającą Dosią, choć zupełnie nie orientującą się, o co chodzi z tymi kropkami na pięcioliniach :)

Pomyślałam sobie wówczas, że może warto byłoby pójść jednak do szkoły muzycznej. I tak kończąc podstawówkę zdałam egzaminy do szkoły muzycznej, do klasy młodzieżowej - do klasy spóźnionych talentów ;) Zostałam przyjęta i.... wyobraźcie sobie, że  nie rozpoczęłam nawet nauki. Uległam wpływowi mojej, wówczas bardzo dobrej, koleżanki, która przekonała mnie, że sobie nie poradzę. Że w liceum jest dużo nauki, a szkoła muzyczna na drugim końcu miasta, że tyle czasu zmarnuję w tramwajach itp, itd. To była jedna z głupszych decyzji, jakie podjęłam w życiu, ale rzeczywiście, przeprowadzka do dużego miasta i doświadczenie tego, jak nauczyciele traktują dzieci, które ni stąd nie zowąd zmieniają szkołę w środku edukacji, dość mocno podcięło mi skrzydła i ... zwątpiłam w swoje siły i możliwości. Uznałam, że jestem za mało zdolna i bystra, by podołać nauce w liceum i w szkole muzycznej. Nawet nie spróbowałam.

Tęsknota do muzyki jednak pozostała. Wyrażała się różnie. W podstawówce tańczyłam w szkolnym zespole. W liceum z gitarą chodziłam do szkoły i razem z koleżanką śpiewałyśmy piosenki Starego Dobrego Małżeństwa i Kaczmarskiego. Wygrałyśmy nawet jakieś konkursy na Młodzieżowych Festiwalach Piosenki we wrocławskich Domach Kultury. Na studiach tańczyłam i śpiewałam w Zespole Pieśni i Tańca (to było jedno z ciekawszych doświadczeń na studiach :) Od niedawna śpiewam w chórze :) A nuty rozróżniam w ten sposób, że jak narysowane wysoko na pięciolinii, albo nad pięciolinią, to muszę się skupić, żeby pięknie zaśpiewać ;P

A lubię śpiewać, choć kariery solowej nigdy bym nie zrobiła, za to do chóru się nadaję :) Z radością stwierdzam, że i nasze Niesforki również lubią śpiewać i wychodzi im to całkiem fajnie. Średnia Niesforka już od dwóch lat męczy mnie, że bardzo by chciała grać na skrzypcach.

Postanowiliśmy z Moim Drogim Mężem, że nie zmarnujemy talentów Niesforków i umożliwimy im ich rozwój, biorąc pod uwagę ich predyspozycje, możliwości, chęci, zapał, charaktery.
Wszyscy zgodziliśmy się z tym, że każde z nich rozpocznie naukę gry na ....  pianinie :)
Przez pół roku wspólnie odkładaliśmy pieniądze na instrument. Do specjalnej skarbonki odkładaliśmy pieniądze, a dziadków, wujków, ciocie, gdy pytali, co tam dzieciom w prezencie kupić z okazji urodzin, prosiliśmy, aby choć trochę nakarmili naszą świnkę - skarbonkę. Średnia Niesforka tak była zaangażowana w zbieranie pieniędzy na pianino, że potrafiła zrezygnować niemal ze wszystkiego, odmówić sobie jakiś słodyczy, lodów, po to, aby wrzucić swoją część do skarbonki. Założenie było takie, że do września zbieramy, a i tak później dołożymy i kupimy.

I tak w połowie września w naszym gabinecie stanęło pianino. Nie waży jednak 300 kg  a jedyne 19 kg. I nie jest zwykłym pianinem akustycznym a cyfrowym.

W naszym domu powstała prawdziwa szkoła muzyczna.

cdn

28 komentarzy:

  1. Miałam nosa, że będzie piękne, budujące zakończenie tamtej historii :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Suuuuuuper :)
    Wiem co to przeprowadzka w połowie szkoły. Przeszłam to w 5 klasie, straszna trauma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czuje to zrozumienie z Twojej strony ;)

      Usuń
  3. bardzo podoba mi się ta akcja ze skarbonką, wielce wychowawcza:)
    Dośka, Ty leć do księgarni i kup "Dom tęsknot"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/3615179,kiedy-sie-mieszka-w-domu-zlozonym-z-pragnien-recenzja-powiesci-piotra-adamczyka-dom-tesknot,id,t.html?cookie=1

      Usuń
    2. już nabyłam drogą kupna ;)
      zaczyna mnie wciągać :)

      Usuń
    3. jestem ciekawa Twojej opinii po przeczytaniu :)

      Usuń
  4. Dosiu i Ty się zastanawiałaś na sensem pisania bloga,bo brak czasu:)))
    Ale jak znalazłaś czas to proszę jakie cudne opowieści z pod pióra(klawiatury) możemy czytać!
    Jestem w stanie sobie wyobrazić determinację Niesforków co do wypełniania skarbonki,szczególnie Niesforki:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Margo za dobre słowo :)
      A determinacja NIesforki była naprawdę niezwykła :) jestem jej i ich postawą mocno zbudowana

      Usuń
  5. Zakochałam się w tej opowieści muzycznej:) Zawsze podziwiam osoby,które graja na instrumentach albo śpiewają.Muzyk to dla mnie coś więcej niż magik ale też oczarowuje.To dar.Żałuję,że nie słyszałam waszego koncertu z Ostrą,ale pamiętam wzruszenie gdy cię słuchałam w kościele:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci Basiu, że jest czego żałować - koncert z Ostrą był niesamowity :)

      I dziękuję :*

      Usuń
    2. wierzę,że będzie część kolejna,i następne....już nie przepuszczę okazji:*

      Usuń
  6. Czekam niecierpliwie na dalszy ciąg :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już wkrótce - tylko się ogarnę :)

      Usuń
    2. A jak przyjedziecie kiedyś do nas to będzie wspólne muzykowanie, co?

      Usuń
  7. Piekna historia.
    I tez czekam na cd. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. mhm..
    przerobiłam pianino u Młodej, które przy wyprowadzce zostało w Tamtym mieście..
    Młody męczył gitarę
    Ja w chórze kiedyś dawałąm radę..
    Takie: znajdź kilka szczegółów łaczacych te dwa obrazki :P

    OdpowiedzUsuń
  9. To o czym pisesz na zawsze pozostalo mi w sferze marzen a najbardziej ZPiT.
    no coz usmiecham sie czasem do nich:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nic straconego, Lamiu
      myślę, że tam, gdzie mieszkasz już się tworzą koła gospodyń wiejskich, więc zbierajcie siły i zacznijcie tańczyć i śpiewać :DDD

      Usuń
  10. tak, tak, Niesforki talent mają! i to jaki!
    Szczególnie najmłodszy śpiewający całym sercem (i gardłem) ;)))
    to te geny! :D

    OdpowiedzUsuń